promo-image

Zamarzyło mi się stworzyć własny produkt, a właściwie kilka. Pierwsze, co zrobiłam, to zapisałam pomysł na kartce, bo to ponoć pierwszy krok do spełnienia danego marzenia. Później poszłam krok dalej. A może by tak sklep internetowy? Tak, to idealny pomysł na rozwój Moyemu! No dobra, od czego zacząć… Chciałam wiedzieć, jak tworzy się produkty, które są sukcesem i same znajdują klientów. Chciałam wiedzieć, jak otworzyć sklep internetowy. I wiesz co? Wszystko zrobiłam dokładnie odwrotnie, jak tego uczą specjaliści. 

Bank zdjęć Moyemu już otwarty

Brak biznes-planu

Dalej go nie mam. Próbowałam. Nie wychodziło.

Nie to, że działam całkiem bez planu. Mam wyznaczone cele, które chcę osiągnąć (wiesz, marzenia z datą wykonania). Mam listę zadań na każdy dzień, tydzień, miesiąc. A te mocne strony, szanse, zagrożenia… Mam je w głowie. Chyba mi to wystarcza.

Wiem, dokąd zmierza mój biznes, ale chcę mieć miejsce na niezaplanowane projekty, które nadarzą się po drodze i będą świetną okazją do spróbowania się w nowej roli i w nowych zadaniach. Nie lubię zamykać się w jednej dziedzinie, stąd otwieram drzwi na całkiem nowe wyzwania.

Brak profilu klienta

Od początku marzyło mi się prowadzenie bloga w sposób profesjonalny, zgodnie z aktualnymi „wytycznymi”. Starałam się stosować do wszystkich rad, zasad, trendów. I wiesz co? Tak szybko, jak zaczęłam, tak też skończyłam to robić. Nie wiem, może coś ze mną nie tak, ale nie potrafię tworzyć w ten sposób. Owszem, myślę o blogu jak o pracy, ale im bardziej próbuję sobie to kodować w głowie, tym bardziej mi się nie chce go prowadzić.

Nie mam nawet profilu czytelnika, a ponoć trzeba. Moimi czytelnikami jesteście Wy wszyscy, którzy właśnie to czytacie i tyle mi wystarczy. Jasne, wiem jak posługiwać się Google Analytics, analizować dane demograficzne, żeby co nieco się o Tobie dowiedzieć. Wolę jednak z Tobą podyskutować – tu, w komentarzach, lub w SM – i lepiej Cię poznać. Wtedy faktycznie wiem, że istniejesz, lubisz to, co robię i możemy nawiązać wartościową relację, a nie zostajesz tylko cyferkami w programie, osobą mniej lub bardziej zgodną z wyobrażeniami o czytelnikach i klientach.

Jak otworzyć sklep internetowy? Antyporadnik | Bank zdjęć Moyemu

Brak planu B.

No bo po co? Kreatywni mają milion pomysłów na minutę, więc jeśli ten nie wypali, to za chwilę zrealizuję kolejny. A tak serio, to mam tyle opcji, że literek mi w alfabecie nie starczy. Może dlatego bez wahania zdecydowałam się zaryzykować.

Szybkie badanie rynku

Nie chciałam być całkiem na opak, więc jako takie badanie rynku zrobiłam. W pierwszym newsletterze wysłałam link do ankiety, w której zadałam kilka pytań dotyczących banku zdjęć. Zapytałam między innymi o możliwości finansowe i ewentualną cenę, jaką klient byłby w stanie zapłacić za mój produkt, o rodzaj wykonywanej działalności i o preferencje fotograficzne. Tych pytań nie było zbyt wiele, ale były kluczowe. Dowiedziałam się najważniejszych informacji, które później wykorzystałam w tworzeniu banku zdjęć i wykorzystuję je nadal.

To chyba jedyny etap powtarzający się w poradnikach, który poniekąd przeszłam z powodzeniem…

Częściowo też zignorowałam wyniki przeprowadzonej ankiety. Dotyczyło to ceny, jaką osoby odpowiadające byłyby w stanie zapłacić za mój produkt. Najczęściej zaznaczana odpowiedzią była „do 50zł” (wtedy pytałam stricte o Photo Boxy, nie planowałam wprowadzać pojedynczych zdjęć). To jednak okazało się stanowczo nie do przyjęcia. Wiedziałam, że tworzę coś znacznie bardziej wartościowego, wkładam w to ogrom pracy i serca. Musiałam więc postawić na swoje obliczenia i zaoferować wyższą cenę.

Testowanie. Jakie testowanie?

No dobra, testowałam. I chyba z tego testowania jestem najbardziej zadowolona! Moimi testami były opinie wielu osób o zdjęciach.

Kiedy szukałam porad jak otworzyć sklep internetowy, nie były to jedynie instrukcje techniczne, ale także porady ekspertów odnośnie sprzedawanych produktów. Wszędzie (!) radzono, aby sumiennie zbadać potrzeby rynku i docelowych klientów. Uważam, że mnóstwo wiadomości z informacją, że moje zdjęcia się podobają i ktoś chciałby także takie mieć, świadczy o tym, że moje produkty (=fotografie) są czymś, czego moje otoczenie blogowo-biznesowe potrzebuje.

Zawsze jest korzyść

Nawet, jeśli mój własny produkt nie sprzeda się w milionach egzemplarzy, to wykorzystam go na własne potrzeby. A są wielkie! Tyle zdjęć, ile wykonałam do sklepu, starczyłoby mi na dobre kilka miesięcy prowadzenia bloga i profili w social mediach. Przy dobrych wiatrach – odświeżaniu zbiorów fotograficznych, bezresztkowym wykorzystaniu zdjęć i odpowiednich materiałach, w których byłyby użyte – nawet i na kilka lat.

Bank zdjęć Moyemu. Wszystkie zdjęcia -40%

Zdjęcia od okazji do okazji

Chciałabym mieć możliwość nieustannej pracy nad zdjęciami, bez potrzeby odrywania się do innych obowiązków. Największym obowiązkiem jest teraz jednak Syn, więc zdjęcia wykonywałam w każdym możliwym momencie, na który często jednak musiałam poczekać. I to sporo poczekać.

Często okazywało się, że najlepiej byłoby zrobić większość zdjęć za jednym zamachem. Nie zawsze (w sumie to nigdy) się to udawało, więc wybijałam się z rytmu i musiałam często zaczynać pracę od nowa. Nie polecam, jeśli nie ma takiej konieczności.

Nie po kolei

Ja już tak mam, że jak się na coś napalę, to chcę to już, natychmiast, teraz i tu. Przez chęć ogarnięcia wszystkiego na raz biorę się za milion rzeczy i żadnej nie kończę. To znaczy kończę, ale milion lat świetlnych później.

Z początku chciałam zacząć od planu, harmonogramu, badania rynku, później przejść do inwestycji i realizacji kolejnych podpunktów – generalnie wiesz, wszystko w odpowiedniej kolejności. W rzeczywistości wyszedł mi z tego jeden wielki misz-masz zadaniowy i bałagan. Kiedy zaczynałam dostosowywać stronę sklepu pod względem wizualnym okazywało się, że przecież w danym momencie mam wenę na zadbanie o mój fanpejdż, który przecież leży i kwiczy. Potrafiłam w trakcie wykonywania ważnego przelewu przejść do Photoshopa i zabrać się za obróbkę zdjęć, co kończyło się niewywołanym RAWem i nawet nietkniętą postprodukcją, bo przypominałam sobie o niedokończonej płatności. A sesja banku i tak już wygasła i wpisane dane szlag trafił, bo trzeba się było logować od nowa. Zaraz, zaraz, gdzie ja te dane do przelewu miałam zapisane… ah, w Gmailu. A no właśnie, może by tak skrzynkę uporządkować, skoro już tu jestem…

Błagam, powiedz, że nie tylko ja tak mam!

Dopiero w momencie, w którym uświadomiłam sobie ile tak naprawdę jest pracy nad sklepem internetowym i jak wiele mam do zrobienia, zaczęłam działać sto razy sprawniej i realizować kolejne zadania z listy.

Jak otworzyć sklep internetowy? Antyporadnik | Bank zdjęć Moyemu

Więc… właściwie jak otworzyć sklep internetowy? Dokładnie tak, JAK CHCESZ.

Pamiętaj, że wszystkie wytyczne, zasady, sugestie ekspertów (i nie-ekspertów) są ruchome. To ty ustalasz swój sposób działania i plan. To przed sobą tłumaczysz się z sukcesu lub porażki. Jeśli ufasz swojej intuicji, pozwól sobie działać zgodnie z nią. Własne wyczucie jest najważniejszym doradcą i to jego powinniśmy się zacząć słuchać. Jeśli nie chcesz robić czegoś, co powszechnie uznane jest za słuszne – nie rób tego. Pamiętaj, że działanie w zgodzie ze sobą daje Ci najlepsze doświadczenie.

Nie jest jednak tak, że jestem do końca dumna z każdej rzeczy, którą Ci tu przedstawiłam. Wiem, że zmieniając swoje niektóre działania na nieco bardziej profesjonalne i słuchając przynajmniej kilku rad ludzi, którzy znają się na rzeczy, pewnie sklep powstałby wcześniej, dzięki idealnie dopracowanej strategii, z planem na najbliższe kilka lat i miałabym już tysiąc zamówień za sobą. Pewnie tak by było. Ale nie miałabym takiej frajdy, jak teraz, kiedy tworzyłam go na własny sposób.

Dziękuję sobie, że miałam odwagę spróbować działać #PoMoyemu.
A Ty, masz odwagę? 

promo-image