promo-image

Znasz to uczucie, kiedy nagle pojawia się w Tobie niesamowita siła? Ta, która sprawia, że pragniesz spełniać swoje marzenia, osiągać szczyty? Ta, dzięki której problem nazywasz wyzwaniem, a niemożliwe staje się możliwe? Ten moment przełomowy, od którego wszystko się zaczyna. Ten moment przełomowy, który wyznacza nowy start i pozwala Ci poznać siebie z tej lepszej strony, choć przecież wcale się nie zmieniasz. Ten moment przełomowy miała też Kasia i Karolina, i właśnie teraz możesz zainspirować się ich historiami. 


Zobacz też: Moja motywacja wróciła dzięki tej książce


Dla każdego momentem przełomowym może być coś całkowicie innego. Ktoś potrzebuje wielkiego uderzenia, ktoś inny jedynie lekkiego kopniaka, który pozwoli uwierzyć w siebie. To, co dla Ciebie stało się tym momentem przełomowym, dla otoczenia może być zupełnie nieznaczące. Nieważne. To Ty masz czuć siłę. To Ty masz pozwolić danemu wydarzeniu, sytuacji, tragedii czy zwycięstwie stać się momentem przełomowym.

 


Jej moment przełomowy


Moment przełomowy - 2xInspiracja | Moyemu - studio kreatywne

Kasia, Unikato

matka, żona, projektantka graficzna, specjalizująca się w tworzeniu identyfikacji wizualnych dla małych i średnich biznesów. Fanka dobrej kawy, ciekawej książki i psychologii kolorów. W sieci prowadzi bloga, gdzie doradza jak zadbać o wizualną stronę swojego biznesu.

Droga do freelance’u. Jak wyglądała moja? Wcale nie była krótka.

Po studiach marketingowych miałam szczęście i trafiłam do pracy „w zawodzie”. Nieduża agencja marketingowa, ale klientami były największe marki z lubelszczyzny. Pracowałam dużo, również w weekendy – w końcu miałam możliwość zastosować wiedzę teoretyczną w praktyce. Po 3 latach zrobiło mi się „za ciasno”. Spakowałam walizkę i przeprowadziłam się do Warszawy. Tu też zahaczyłam o agencje, a właściwie grupy spółek zajmujących się marketingiem, dzięki czemu miałam szansę poznać marketing ATL i BTL. Wszystko tu było większe: i marki z którymi pracowałam, i budżety, i kampanie. I zmęczenie niestety też… Wtedy pomyślałam, że koniec z agencjami. Marketing wewnętrzny to będzie moja działka.

Jak pomyślałam tak zrobiłam. Akurat trafiłam do firmy kiedy planowany był jej rebranding. I ja stałam się za ten proces odpowiedzialna. To chyba wtedy po raz pierwszy zrozumiałam czym tak naprawdę chcę się zajmować. Pamiętam, jak robiłam szczegółowe szkice poszczególnych materiałów a grafik jedynie je przerysowywał. Ponieważ to on przygotowywał ostateczne pliki, wszyscy zachwycali się „jego” pomysłami. Mi zabrakło znajomości programów graficznych. Postanowiłam to nadrobić – poszłam na studia graficzne. Kończąc je wiedziałam, że to droga dla mnie, ale zanim stało się to moim zawodem minęły kolejne 4 lata… A jak do tego doszło?

Pracowałam nad tym plikiem Excela kilka dobrych dni. Był bardzo wymagający, bo brakowało danych i trzeba je było na różne sposoby zdobywać. Nie był jeszcze gotowy. Szef właśnie o niego poprosił, bo potrzebował na szybko jakichś informacji z zakończonych projektów. Udostępniłam plik i się zaczęło… że nie taki, że nie otagowany, że się źle sortuje i takie tam. Z każdym „argumentem” było coraz głośniej. Słuchałam tego ale nie do końca słyszałam, jakie są zastrzeżenia. Bo ja przecież nie chcę pracować z Excelem. Miałam się zajmować marketingiem, ale po rebrandingu na mój kawałek przestrzeni zawodowej jakoś ciągle brakowało budżetu i stąd te tabelki. Zanim rozmowa się skończyła, ja już miałam w głowie decyzję. Kończę tę współpracę. Na mailu gromadzą się zapytania o projekty logotypów a ja marnuję czas i energię na Excela.

To był piątek. W poniedziałek przyszłam już do pracy z dokumentami potrzebnymi do rozwiązania współpracy. Dziś Excela używam tylko do wystawiania faktur i – choć to bardzo przyjemny moment dla każdego przedsiębiorcy – nadal go jakoś nie polubiłam.

Trudno było mi porzucić tę pracę z powodu pewnej pensji, zazwyczaj spokojnej i fajnej atmosfery, dobrej kawy… ale z perspektywy czasu wiem, że to był impuls, którego bardzo potrzebowałam i kiepski dzień mojego szefa stał się początkiem mojego zawodowego życia na freelansie.

Moment przełomowy - 2xInspiracja | Moyemu - studio kreatywne

fot. Angela Laskowska

 

Na swojej zawodowej drodze wymyślałam i realizowałam kampanie dla bardzo znanych marek, z budżetem z wieloma zerami. Zamieniłam to na pracę z przedsiębiorczymi  kobietami, często na początku ich drogi. Degradacja? Nie dla mnie! Teraz to ja jestem sobie sterem, żeglarzem, okrętem, a moimi klientkami są osoby takie jak ja. Krok do tyłu? Moim zdaniem krok w dobrą stronę! Nareszcie mam poczucie, że wiem dokąd zmierzam i mam na to realny wpływ. Kilka straconych lat? Absolutnie nie! Z każdym projektem zdobywałam nową wiedzę i doświadczenie. Byłam i po stronie zleceniodawcy i stronie agencji, która budżetuje i realizuje kampanię. Miałam przyjemność pracować z ludźmi, od których miałam szansę się wiele nauczyć. Teraz to procentuje.

Nie ma znaczenia, czy decydujesz się na freelance od razu, czy tak jak ja musisz „organoleptycznie” sprawdzić, czy coś Ci pasuje. Ważne, by próbować i iść za głosem serca. I choć nie zawsze jest łatwo to warto! Bo kiedy twoja praca sprawia że kończysz dzień z satysfakcją a budzisz się z motywacją, to ze wszystkimi innymi kłopotami przedsiębiorcy, które niewątpliwie Cię dopadną, z pewnością dasz sobie radę.

Kasię znajdziecie TU

 


Jej moment przełomowy


Moment przełomowy - 2xInspiracja | Moyemu - studio kreatywneKarolina, Shoot the sparrow

Jestem kobietą tuż po trzydziestce, mamą dwójki dzieci. Lubię rockowy styl, prosty, unikatowy design i kolor czarny. Uwielbiam brać gorący prysznic, czytać solidny kryminał i jeść lody miętowe. W życiu wierzę w działanie praw statystyki i uważam że karma zawsze wraca. Lubię rozmawiać, dużo mówić, słuchać i opowiadać, bo kocham ludzi. Ostatnio moim mottem są słowa Briana Tracy: „Jedyne, co trzeba zrobić, to zająć miejsce w kolejce sukcesu i nie dać się z niej wypchnąć”.

Jak się to wszystko zaczęło… czyli dlaczego jestem tu, gdzie jestem?

Generalnie od zawsze miałam zamiłowanie do projektowania i różnorakich zajęć artystycznych. We wczesnym dzieciństwie pasjonowało mnie łyżwiarstwo figurowe i wtedy rysowałam sobie – tak dla zabawy – damskie stroje do tego sportu. Zaznaczałam miejsca błyszczących aplikacji i koronek, rysowałam falbanki i piórka, a potem wszystko kolorowałam. Gdy byłam starsza lubiłam projektować wszelkie eleganckie stroje dla kobiet – głównie suknie i garnitury,  oczywiście do szuflady. Z czasem moje małe hobby wyparła szkoła i zwykła codzienność nastolatki.

W gimnazjum trzeba było zdecydować o szkole średniej. Ciągnęło mnie w stronę szkoły plastycznej ale wylądowałam w liceum ogólnokształcącym, w klasie, która ze sferą artystyczną nie miała nic wspólnego, bo była to klasa o profilu matematycznym. W liceum natomiast stanął przede mną kolejny wybór – jakie studia? Padło na Politechnikę Lubelską, kierunek zarządzanie i marketing. Wtedy właśnie – pamiętam te słowa do dziś – jeden z kolegów powiedział mi: „Po co ty idziesz na tą politechnikę, dziewczyno, ty się tam zmarnujesz, jesteś stworzona do wyższych celów!”. Słowa padły w luźnej rozmowie, ale BARDZO zapadły mi w pamięć.  /Moment przełomowy  nr I

Studia minęły i trzeba było szukać pracy. Wtedy właśnie, by zarobić jakiś grosz zanim znajdę poważną pracę w zawodzie, najlepiej na etacie – bo wiadomo, zapewni mi to prestiż i splendor – pomyślałam o projektowaniu biżuterii i sprzedawaniu jej w internetowych galeriach rękodzieła artystycznego. Do tego pomysłu zainspirowała mnie moja starsza siostra, która w tym czasie była młodą mamą, i z maluchem u boku sama zaczęła stawiać pierwsze kroki jako rękodzielniczka.  /Moment przełomowy  nr II

Jak pomyślałam, tak zrobiłam – zadecydowałam, że będę wykonywać bransoletki ze skóry ekologicznej z aplikacjami z kryształów Swarovskiego. To był mój autorski pomysł. Coś zupełnie nowego, wtedy nikt takich rzeczy nie sprzedawał. Pomysł chwycił i sprzedaż załapała momentalnie.

Moment przełomowy - 2xInspiracja | Moyemu - studio kreatywne

fot. Adam Szachtsznajder

Po 3 miesiącach znalazłam pracę w zawodzie – etat w korporacji. Porzuciłam rękodzieło – bo wiadomo – „kariera” przede mną! Przepracowałam w tej firmie dwa lata, gdy nagle uświadomiłam sobie że nie mogę liczyć ani na perspektywy rozwoju osobistego, ani na konkretne zarobki. A te właśnie w tym momencie były dla mnie kluczowe, bo zdecydowaliśmy się na budowę domu, więc potrzebny był kredyt. Z czym to się wiąże – wiemy wszyscy :) Zdecydowałam się na zmianę pracy. /Moment przełomowy  nr III

Nowa praca znaleziona! Umowa na czas nieokreślony i wyższe zarobki. Kredyt przyznany. Budowa domu rozpoczęta. Nagle – kolejna zmiana pracy, bo owa nowa o ile pod względem finansowym była ok, to w aspekcie współżycia społecznego była do bani. Szefostwo nie do zaakceptowania przeze mnie. Kolejne poszukiwania. Nie poddaję się i nie martwię na zapas. Jest. Za chwilę – jednak nie ma, bo strategiczny klient zrezygnował ze współpracy. Trudny czas. Dam radę. Znów szukam… Pytam znajomych. Jest. Współpracujemy.

Mój dom już stoi. Niebawem się przeprowadzamy. Ciąża! /Moment przełomowy  nr IV

To już 6 miesiąc, idę na L4.

W kwietniu 2015 roku pojawia się na świecie moja pierwsza córka. Po jej narodzinach pojawia się myśl, że chyba nie ma opcji bym wracała na nudny, sztywny etat, by – mówiąc wprost – męczyć się na co dzień z mało twórczymi, nie potrzebnymi światu problemami dotyczącymi dystrybucji gazetki reklamowej, o której za 3 dni nikt nie będzie pamiętał. No bezsens :) Wydobywam z odmętów pamięci jedno zdanie, które kiedyś wypowiedział mój licealny kolega… Cholera, miał rację! Ale byłam durna! /Moment przełomowy nr V

Wróciłam do projektowania biżuterii… Wtedy tchnęłam życie w markę Shoot the Sparrow.

Kwiecień 2016. Ciąża! Rozwijam Shoot the Sparrow. Znowu moja siostra… Decyzja – robimy wspólnie butik z biżuterią ślubną w Lublinie :)

Wraz z drugą córką, w 2017 roku rodzi się także nowa marka – Perfect Day by PiLLow Design. Zaczynamy planować  nasze imperium. Na spokojnie, powoli. Rozważam powrót do pracy na pół etatu po drugim macierzyńskim. Dogaduję szczegóły z zaprzyjaźnioną agencją – jednak nasza współpraca nie dochodzi do skutku. Jest konflikt. Rozczarowanie. Ale to lepiej, bo po tym co się okazało nie chciałabym współpracować z taką firmą. Trochę boli. Trudno… Jestem silną kobietą i dam sobie radę. /Moment przełomowy nr VI

Buduję fajne miejsce pracy dla siebie. Twórcze, inspirujące. Tu się rozwijam, uczę, podejmuję wyzwania i małymi krokami dążę do sukcesu. I już nikt nie będzie mnie wkurwiał :)

Karolinę znajdziecie TU i TU.


Choć zapewne nie widać tego na pierwszy rzut oka, kroki podjęte przez Kasię i Karolinę wymagały od nich wiele odwagi. Do podjęcia pewnych decyzji trzeba niezwykle mocno wierzyć w siebie, nawet wtedy, kiedy inni nie wierzą.

A Ty? Masz już moment przełomowy za sobą?


Słuchaj, kolejna porcja inspiracji już niebawem. Zapisz się na newsletter i nie przegap następnych artykułów!

promo-image