Dasz wiarę, że moim marzeniem z dzieciństwa była praca kasjerki? Chciałam szybko i sprawnie wklepywać kody i ceny artykułów na kasę, obsługiwać klientów i mieć półki po brzegi wypchane towarem. Dziewczynki marzą o byciu księżniczkami, a z bardziej przyziemnych rzeczy chciałyby leczyć ludzi i zwierzęta, tańczyć balet lub chociażby jeździć konno. Po kilkunastu latach nieco zmodyfikowałam marzenia, ale sytuacja wygląda właściwie dość podobnie. Sprawnie i szybko chcę pisać teksty, tworzyć dla ludzi, którzy tego potrzebują i chcą, mieć firmę z pakietem usług i sklep internetowy z własnymi produktami. Moyemu to spełnienie marzeń. Dlaczego powstało i jak to się stało?


Otwieram sklep Moyemu!  Moyemu - blog kreatywny

>> Przeczytaj więcej o sklepie << 


 

Moyemu zaczęło się od marzeń

… o tym pisałam niedawno, przedstawiając Ci mój duet idealny. Wszystko przez nagłą zachciankę założenia bloga. Na tamten moment takiego na kształt pamiętnika. Pominę kwestię wymyślonej nazwy, bo o tym, że była totalną klapą, mieliście okazję dowiedzieć się tutaj. Nie miałam wtedy zielonego pojęcia, czym jest blogosfera. Nie wiedziałam, że dziś bloger to zawód jak każdy inny. Nie wiedziałam, że na blogowaniu można zarobić, a nawet się z tego utrzymać na wysokim poziomie życia. Wtedy z resztą nie interesowały mnie pieniądze. Szukałam po prostu ujścia swojej kreatywności. Szukałam czegoś, co pozwoliłoby mi dzielić się tym, co robię i co kocham. Znalazłam rozwiązanie (nie)idealne. Aż do czasu…

Jak to się stało, że Moyemu powstało? 🤷‍♀️ • Rymy rymami, śmiechy śmiechami, ale całkiem poważnie… Po co mi to wszystko? • Po to, żeby pokazać, że można #poMoyemu żyć, tworzyć, działać. Po to, żeby mieć miejsce, w którym na własnych zasadach dzieje się artystyczna magia albo i bez-magia. Po to, żeby choć jednej duszyczce przypomnieć, że do niczego nie musi się dostosowywać, że może rozwijać pasje na samodzielnie określonych warunkach, że ideałem być i idealnie czynić nie musi, żeby było pięknie. • Już jutro nieco więcej o @moyemu na blogu. Bo chyba warto zacząć od początku i przedstawić, po co się ludziom do ekranów człowiek wpycha 🖤 • #wyzwanieblogfirma #blog #blogowanie #blogkreatywny #fotograf #blogerka #polskablogerka #mamablogerka #pracawdomu #pracaonline #biznesonline #mamafreelance #freelance #freelancer #wlasnybiznes #malybiznes #bizneskreatywny #indywidualizm #zyjejakchce #lovemylife #poswojemu

A post shared by M O Y E M U (@moyemu) on

Kiedy marzenie staje się celem

Znasz to powiedzenie, że cele to marzenia z datą wykonania?

Trafiałam na coraz więcej poważnych blogów, które stawały się ulubionymi, stawały się wzorem. Zaczęłam czytać i dowiadywać się coraz to więcej o biznesach online. Znalazłam dobre źródła nauki. Postanowiłam, że spróbuję. Wiedziałam, że fotografia jest ważna i nie zrezygnuję z niej choćby nie wiem co, ale chciałam czegoś więcej. Perspektywa blogowania i uczynienia z tego swojej pracy stała się bardzo pociągająca.

Chciałam jak najwięcej się dowiedzieć, jak najwięcej poznać, jak najwięcej próbować, jak najwięcej robić. Marzenia stały się celami. Sprecyzowałam, co dokładnie chcę osiągnąć, tworząc Moyemu i angażując się w tę działalność, i mniej więcej nakreśliłam drogę, którą muszę iść, żeby to się udało. Skompletowałam odpowiednie narzędzia pracy i wzięłam się do roboty. 


Zobacz też: Najbliższe plany w Moyemu


Co stoi za moimi wyborami?

To nie jest tak, że człowieka nagle olśni i wszystko leci jak z górki. Najczęściej potrzeba wielkich kroków, żeby dojść tam, gdzie chce się być. Zrobiłam ich może kilka, a przede mną jeszcze tysiące. Jest jednak parę kwestii, które mają znaczący wpływ na to, jak się potoczą losy marzycieli.

Nauczyłam się myśleć inaczej.

Wiele osób i czynników złożyło się na to, żebym znalazła odwagę pomyśleć inaczej i podejść do życia z drugiej strony. Z tej bardziej wymagającej, trudniejszej do ogarnięcia ale też więcej wartej. Nigdy o tych ludziach, rzeczach i sytuacjach nie zapomnę i zawsze będą częścią składową mojego sukcesu.

Kiedyś bardzo ograniczały mnie schematy. Nie do pomyślenia było pomyśleć inaczej, niż większość! Dziś, choć jeszcze nie zawsze potrafię, staram się myśleć samodzielnie, nie poddając się efektowi tłumu. Ufam sobie i szanuję reprezentowane wartości. To one pomagają mi wyjść poza ramy, wciąż będąc najlepszą wersją siebie. 


Zobacz też: Nie musimy być ciągle kreatywni


Znalazłam odwagę, żeby iść po swoje.

Postanowiłam zawalczyć o lepsze jutro. Olaboga, jak to brzmi! Nie cierpię takich gadek. Ale inaczej się tego nie da nazwać. Patrzyłam na swoich rówieśników, znajomych, przyjaciół i wiedziałam, że nie chcę spędzać codzienności tak, jak większość z nich. W moim otoczeniu jest wiele osób, które idą do przodu, rozwijają się i mają jasno zdefiniowane cele, które chcą osiągnąć, żeby ich życie było właśnie takie, jakie sobie wymarzyli. Jeszcze więcej jest jednak takich, którzy zwyczajnie żyją z dnia na dzień, nie przejmując się zbytnio spełnianiem marzeń, prezentując podejście „jakoś to będzie”. Myślą, że dobra praca przyjdzie sama, pieniądze znajdą na ulicy, szczęście zapewni im ktoś inny a mówić o nich będą wszyscy dookoła, choć palcem nie ruszą, żeby mówili dobrze.

Nigdy nie chciałam być przeciętna. Nie rajcuje mnie życie w tłumie. Od zawsze chciałam robić coś, co zostanie zauważone i docenione. Potrzebowałam jednak odwagi, żeby nie tylko sobie to uświadomić, ale żeby kopnąć się w tyłek i jak najszybciej zacząć działać. Moyemu jest najlepszym, w co mogłam się zaangażować.

Teraz wiem, że jedyne i najlepsze, co mogę zrobić, to działać i w tym działaniu wierzyć w siebie. 

Moyemu to spełnienie marzeń Nie łykam już jak młody pelikan.

Zawsze słuchałam innych. I zawsze słucham. Z tą różnicą, że kiedyś wszystko bezkrytycznie brałam sobie do serca. Często mnie to niszczyło, często hamowało, często łamało serducho. Teraz wszystko biorę przez sito. Mam swoje autorytety i wiem, kogo poprosić o radę, kiedy jej potrzebuję. Wiem też, komu kulturalnie zamykać paszczę, zanim jeszcze zacznie mówić.

Nauczyłam się mówić nie, argumentować swoje stanowisko i słuchać swojej intuicji. Te trzy rzeczy zebrane do kupy pozwalają mi stawiać na swoim wtedy, kiedy wiem, że to słuszne i przyjmować opinie innych w taki sposób, aby stawały się one wartością.

Wiem po co i dlaczego chcę tego, czego chcę.

Niektórzy marzą o wielkim, nowoczesnym domu, bo inni mają lub też o nim marzą. Niektórzy chcą mieć własny biznes, bo inni mają lub chcą mieć. Też kiedyś chciałam tego co inni i marzyłam o tym, co inni. Aż w końcu uświadomiłam sobie, że te marzenia i zachcianki nie są moje, tylko tych innych. I po co by mi to było?

Teraz każde z pragnień jest w całości moje. Wychodzi z mojej głowy, z mojego serducha, z mojej rodziny i z mojej sytuacji. Po prostu z mojego życia. Nie dążę już do tego, do czego biegnie ogół. Bo dla ogółu i dla mnie ważne jest zupełnie coś innego.

Nauczyłam się też odróżniać to, czego chcę, od tego, czego potrzebuję. To bardzo ważne, bo pozwala świadomie ustalać priorytety, zarządzać sobą, swoim czasem, pieniędzmi i całym życiem.


Nie zamierzam Cię zanudzać gadkami o pewności siebie. Czasem mi jej brakuje i nadal walczę z momentami zwątpienia w siebie. Chcę Ci jednak powiedzieć bardzo ważną rzecz, której uczyłam się przez ostatnie lata i której teraz jestem już świadoma: jestem bardziej zależna od siebie niż od innych. Przykładam większą wagę do tego, żeby podobać się sobie, a nie innym. Robię to, co mi daje szczęście (i bliskim, ważnym mi osobom), a nie postronnym ludziom. Może to banał, ale dla osoby wrażliwej to ogromny postęp w postrzeganiu siebie i świata. Udowadniam samej sobie, że potrafię, jeśli tylko bardzo chcę. I Tobie życzę tego samego.

 

Weronika