Work-life balance to z definicji takie zarządzanie czasem, które pozwala w odpowiednim stopniu dbać zarówno o życie zawodowe – karierę i pracę, jak i prywatne, osobiste – rodzinę, związek, dom, siebie. I na tym moja mądrość w tym temacie się kończy. Zmęczyłam się. Nie tak na chwilę, nie tak ‚po drzemce przejdzie’. Zmęczyłam się w głowie. Gdzie jest moje work-life balance? Sama siebie pytam.

Nie umiem w work-life balance

Ostatnio gdzieś na Instagramie wyłapałam hasło „nie umiem w macierzyństwo”, coś w tym stylu, never mind. Trzy dni temu, wracając z urlopu*, jedyne co przyszło mi na myśl, to nie umiem w work-life balance. To tak pięknie, idealnie i dokładnie oddaje moje obecne nastawienie.

*Słowo urlop jest najmniej odpowiednie w tej sytuacji. Użyłam je tylko dlatego, że tak ten tydzień nazywał się dla mojego Piotra, który faktycznie urlop od pracy w tym czasie miał. Ja – oprócz miliona rzeczy Mikiego i swojej walizki – wzięłam pod pachę iMaca, bo niestety mój sprzęt mobilny zawodzi po całej linii, i jak z najlepszym kumplem ruszyłam na wyjazd rodzinny. 

Niecierpliwość to mój wróg

Chciałabym wszystko na już. Przy każdej możliwej okazji (czyli praktycznie nieustannie) uczę się cierpliwości i choć jestem dużo dalej przez ostatnie miesiące, to i tak chyba nigdy nie będę jej miała wystarczająco dużo.

Kiedy znalazłam pomysł na siebie a chwilę później postanowiłam, że otwieram sklep internetowy, najchętniej dopięłabym każdą sprawę na ostatni guzik w przeciągu doby, co i tak wydawałoby mi się jak rok.


18.08.2018Bank zdjęć Moyemu już otwarty


Pierwszą trudnością było pogodzenie się z ogromem pracy, jaki czekał mnie na drodze do celu. W samej pracy to nie jej ilość jest dla mnie problemem a czas, jaki zajmuje jej wykonanie. Na szczęście głos mądrzejszej mnie z tyłu głowy namówił mnie do skorzystania z pomocy specjalistów i oddelegowania kilku zadań. Pozwoliło mi to zająć się najważniejszymi sprawami, czyli tworzeniem produktów i dbaniem o bloga.

Nie mogę i nie chcę się wypalić

Nieco ponad dwa miesiące temu przeczytałam u Karoliny artykuł o wypaleniu zawodowym. Lubię jej teksty, bo zawarte są w nich zawsze osobiste doświadczenia i wyciągnięte na ich podstawie wnioski. Lubię uczyć się od innych, bo uważam, że nie mamy w życiu czasu na spróbowanie wszystkiego.

Pochłonęłam go z zaciekawieniem a większość przemyśleń dotyczyła właśnie tematu work-life balance, który Karolina poruszyła pod koniec. Z czasem jednak moje rozważania wyparowały. Ja z kolei dalej poświęcałam się niesamowicie i całościowo pracy.

Nie umiem w work-life balance | Moyemu - blog kreatywny

Teraz temat wrócił jak bumerang. Robię to, co kocham, spełniam marzenia, a i tak dopadło mnie poczucie bezsensu, zwątpienie w sens i wartość mojej pracy. Jeszcze trzy, cztery dni temu skakałam z radości stawiając kolejne kroki na drodze do sukcesu. Teraz zastanawiam się, czy może nie rzucić wszystkim w cholerę i od nowa muszę zbierać motywację do działania.

Możesz szalenie kochać to, czym się zajmujesz i zajmować się tym, co szalenie kochasz. Nigdy jednak nie będziesz w stanie poświęcić temu 100% siły, 100% czasu i 100% siebie. Akceptacja takiego stanu rzeczy jest niezbędna, żeby człowiek mógł zachować rozum i rozwagę w tym, co robi.

Jak one to robią?

Na Facebook’u należę do kilku grup blogowo-biznesowych. Mówię one, bo to właśnie kobiety w tym temacie najczęściej mnie zaskakują i wywołują mój ogromny podziw. Już Wam mówiłam, jak bardzo myliłam się co do pracy po narodzinach Mikiego. Owszem, wróciłam do gry dość szybko, biorąc pierwsze ze zleceń już dwa miesiące po porodzie, ale od razu uświadomiłam sobie, że nie będzie tak pięknie, jak sobie to wyobrażałam.

Nie raz zastanawiałam się, jak te Babki to robią. Jakim cudem godzą wychowanie dzieci z rozwojem osobistym i kwitnącym biznesem, mając przy tym dodatkowo zadbany dom i ciepły obiad na stole. Teraz już zrozumiałam, że to wszystko wygląda tak w większości przypadków tylko z zewnątrz. One też czasem odpuszczają, też mają gorsze dni i zdarza im się chodzić po brudnej podłodze w mieszkaniu, bo akurat praca wymaga od nich maksimum zaangażowania. Dzieci też czasem oglądają bajkę na tablecie, żeby ich przedsiębiorcza mama mogła odpisać na maile lub zadbać o obecność biznesu w social media.

Nie katuj się widząc (a raczej mając wrażenie), że inni mają łatwiej i lepiej. Nigdy nie wiesz, jak w rzeczywistości sytuacja wygląda u danego człowieka. Zamiast przecierać oczy ze zdumienia i zazdrościć, zadbaj o swoją własną równowagę życiową.

Nie taki szybki rozrachunek, bo nie o równowagę w ilości tu chodzi

To chyba najważniejsze, co ostatnio zrozumiałam, a właściwie wbiłam sobie do głowy. Byłam zła na siebie za wszystko: za to, że zamiast sprzątać mieszkanie, ja napisałam artykuł na bloga; za to, że zamiast obrobić zdjęcia, ja przez godzinę biegałam po domu śpiewając cztery słonie, zielone słonie i udając jednego z nich; za to, że zamiast angażować się maksymalnie w zabawę i opiekę nad Synem, ja w międzyczasie nastawiałam pranie czy sprawdzałam pocztę. Tak kółko się zamykało i ciągle miałam do siebie wyrzuty sumienia.

Nie umiem w work-life balance | Moyemu - blog kreatywny

W work-life balance (przynajmniej w moim przypadku i tego się trzymam) nieistotna jest tak naprawdę równowaga chwilowa. Czasem jednej z dziedzin życia – zawodowego lub prywatnego – musisz oddać się mocniej i dłużej. Chwilowo ucierpi na tym ta druga i trzecia, jednak zamykając sprawy związane z tą pierwszą odpracujesz to w pozostałych. Rozumiesz, co mam na myśli, prawda?

Jeśli czeka mnie otwarcie sklepu, logicznym jest, że każdą wolną chwilę i okazję do pracy będę poświęcać przygotowaniu strony, dokumentów czy ogarnięciu spraw technicznych. Jak tylko sklep ruszy, z czystym sumieniem odłączę się w miarę możliwości od spraw zawodowych, by móc beztrosko bawić się z Synem, będąc obecna przy nim nie tylko ciałem, ale i myślami. Teraz Mikołaj od czasu do czasu posiedzi z nianią (de facto moją bardzo dobrą znajomą, na czym i ja korzystam) lub spędzi prawie całe dnie z babciami. Jednak już za chwilę będzie miał przy sobie spełnioną i zadowoloną z siebie mamę, a jedynym jej priorytetem będzie wyszukiwanie nowych fajnych piosenek dziecięcych. Wiesz, o czym mówię?


Odpuszczam. Moim priorytetem jest przywrócenie radości z tworzenia i motywacji, którą miałam w sobie, zanim zaczęłam się obwiniać o wszystko dookoła. Mój czas, siły i możliwości są ograniczone i jestem tego świadoma, nie zamierzam z tym walczyć. Moim zadaniem na najbliższy czas jest nauka takiego zarządzania czasem, które pozwala na największą produktywność i osiągnięcie maksymalnie dobrych efektów w każdej z dziedzin życia, bez zaniedbywania pozostałych. Wszystko w swoim czasie. I tak robię to dobrze.

Weronika